Znów zagramy! – „ARTYSTA.Mechanika ucieczki” w Saskiej Kępie

Nie mogliście dotrzeć na pokaz teatralny „ARTYSTA. Mechanika ucieczki” w Centrum Łowicka?

Już 5 października, w sobotę o godz. 19.00 w Klubie Kultury Saska Kępa w Warszawie, ul. Brukselska 23 odbędzie się kolejny pokaz.

WSTEP WOLNY.

ARTYSTA MECHANIKA UCIECZKI fot. Jan Borek ARTYSTA MECHANIKA UCIECZKI fot. Jan Borek (1) ARTYSTA MECHANIKA UCIECZKI fot. Jan Borek (2) ARTYSTA MECHANIKA UCIECZKI fot. Jan Borek (3) ARTYSTA MECHANIKA UCIECZKI fot. Jan Borek (4) ARTYSTA MECHANIKA UCIECZKI fot. Jan Borek (5)

Pokaz odbędzie się w ramach projektu PODAJ DALEJ. Więcej o tym projekcie na stronie: http://www.podajdalej.waw.pl

Po warszawskim pokazie

W minioną niedzielę (29.09.) w Centrum Łowicka odbył się pokaz teatralny „ARTYSTA. Mechanika ucieczki”. Publiczność dopisała. W oczekiwaniu na zdjęcia z samego pokazu udostępniamy kilka fotek z prób, które świetnie oddają pracę, jaką wykonaliśmy nad materiałem przywiezionym z Gruzji.

A tutaj zapowiedź pokazu na taniecpolska.pl: http://www.taniecpolska.pl/wydarzenia/show/4680

😉

DSC_0010 DSC_0120 DSC_0135 DSC_0136 DSC_0137 DSC_0215 DSC_0293 DSC_0326 DSC_0363 DSC_0454 DSC_0484 DSC_0500 DSC_0704 DSC_0805 DSC_0849 DSC_0859 DSC_0875 DSC_1015

ARTYSTA. Mechanika ucieczki

W niedzielę 29 września 2013 w Centrum Łowicka o godz. 19:00 odbędzie się pokaz teatralny pt. „Artysta. Mechanika ucieczki”.

Pokaz został przygotowany w ramach teatralnej wymiany polsko-gruzińskiej „Na scenie doświadczeń”.

W spektaklu „ARTYSTA” spotykają się m. in. głuchoniema amerykańska pisarka Helen Keller, polski wokalista Krzysztof „Grabaż” Grabowski, kanadyjski projektant gier komputerowych Phil Fish, francuski dziennikarz Jean-Dominique Bauby, polski raper Tadeusz Polkowski, angielska pisarka Vivienne Haigh-Wood oraz amerykański poeta Edgar Allan Poe.

Pokaz odbędzie się w ramach Wieczoru Kultury Gruzińskiej. Prócz pokazu tego Wieczoru będzie można zobaczyć zdjęcia z Gruzji autorstwa Agnieszki Barszcz i Julii Kurek oraz zadać pytanie uczestniczkom i uczestnikom projektu.

DSC_0402

fot. K. Dziełak-Żakowska

ARTYSTA. MECHANIKA UCIECZKI

29 września 2013 | niedziela  | Centrum Łowicka | godz. 19:00

Opieka artystyczna: Dawid Żakowski

Występują: Łukasz Adamczyk, Jan Borek, Caroline Kwiatuszewska,Piotr Piotrowicz, Kamil Polański, Klaudyna Statkiewicz, Małgorzata Suś, Maciej Tomaszewski

Produkcja: Karolina Dziełak-Żakowska

I jeszcze jedno…

Gruzja… Gdy przygotowywaliśmy się do wyjazdu i spotkania z nieznanym (dla większości z nas) krajem i ludźmi czułem jakbyśmy robili „jeden krok” w strefę snu.Nie opuszczało mnie poczucie odrealnienia. Aż do momentu gdy spotkaliśmy się na lotnisku i stwierdziliśmy, że to już. Lecimy.

Kutaisi przywitało nas deszczem. Padało gdy przedzieraliśmy się przez tłumek zażywnych Gruzińskich Panów Kierowców, którzy, jeden przez drugiego, proponowali nam przejazd do Tbilisi niezawodnie po najniższej cenie. Nie musieliśmy jednak wybierać między nimi… czekała na nas bowiem umówiona już wcześniej marszrutka.Podróże z ichniejszymi kierowcami to zresztą temat na zupełnie oddzielny wpis z kategorii „Ekstremalne”.

Choć chciałoby się opisać dokładnie każdą minutę spędzoną w tym przepięknym kraju wiem, że nie ma na to tu miejsca. Pewnie nie ma także sposobu. Wszystko zlewa się w pstrokatą feerię smaków, barw, zapachów, widoków, uczuć. Kto nie był z nami nie będzie sobie w stanie wyobrazić.

Zdjęcia mogą dać tylko małe wyobrażenie, ale spróbujmy.

gruzja3Tbilisi było zachwycające, hostel w którym przyszło nam mieszkać, położony na wzgórzu niemalże w sercu Starego miasta, przypadł nam do gustu. Pierwszą z wielu niespodzianek był fakt, iż szkoła w której mieliśmy pracować mieściła się w starym, przedwojennym pałacyku. Niesamowite przestrzenie. Nam przyszło jednak prowadzić pierwszą rozgrzewkę i ćwiczenia w wąskim korytarzu wyłożonym wykładziną. Wydawało się, że nie będzie łatwo. Wszystkie niedostatki ćwiczenia w butach zrekompensowali nam jednak Gruzini. Choć, jak sami przyznali, nie spotkali się wcześniej z teatrem fizycznym okazali nam duże zaufanie. Bardzo szybko łamiąc opory, bez większych kłopotów weszli w trening. Zaowocowało to, jak widać powyżej pierwszym push&pull.

Szczęśliwie niebawem udało się znaleźć salę taneczną w piwnicach szkoły. Jak to mamy w zwyczaju wypucowaliśmy ją za pomocą tego co było dostępne aż do błysku. (czy rozważaliście możliwość  założenia działalności gospodarczej? mamy wprawę! SztukaNowa sprząta zawodowo!)

gruzja2Gruziński klimat wydaje mi się cudowny, zwłaszcza gdy spoglądam teraz za okno, gdzie deszcz i początki jesieni, ale potu przez wysokie temperatury wylewaliśmy co nie miara. Niektórych doprowadziło to do ujawnienia się zakamuflowanych skłonności ekshibicjonistycznych (ukłony dla Łukasza 🙂 ). Nie ułatwialiśmy swą dynamiką pracy fotografom :).

gruzja5Naszym celem było wypracowanie pokazu więc po kilku dniach dość intensywnego treningu zostaliśmy podzieleni na cztery, polsko-gruzińskie grupy. Każda z nich otrzymała określoną wcześniej cześć szkoły jako przestrzeń do prezentacji swojej struktury. Każda ze struktur był unikatowa bo tworzona wspólnym nakładem sił (intelektualnych i fizycznych) i ściśle związana z danym miejscem. W grupie okupującej taras w holu i ciemny korytarz (przebojowej, bośmy przebojów mieli co niemiara) w byli: Agnieszka, Constantin, Lewan, Kamil i ja. Czyli odpowiednio: Destino – kochanka Chronosa z przepięknej animacji W.Disneya i S.Dalego, Vincent van Gogh, Waża Pszawela, Tadek Polkowski i Edgar A.Poe. Porozumiewaliśmy się w trzech językach: polskim, angielskim i gruzińskim. Lewan nie znał bowiem angielskiego, ani rosyjskiego – tłumaczył Cote. Ostatecznie i tak okazało się, że język ciała mówi najwięcej. Jak napisał wcześniej Maciej podział na grupy był momentem przełomowym. Wtedy zaczęła się naprawdę gorączkowa praca. Nie mieliśmy wiele czasu, każdą wolną chwilę poświęcaliśmy pisaniu scenariuszy (oraz nocnym wędrówkom po mieście) i dobieraniu muzyki. Staliśmy się prawdziwie odpowiedzialni za kształt pokazu. Wszystkim zależało by był jak najlepszy.

gruzja6Ale, ale… nie samą pracą człowiek żyje! Czasem wypada coś zjeść, a w Gruzji każdy posiłek spożywany wspólnie  zamieniał się w prawdziwie wspólnotowy czas. O samym jedzeniu będzie później. Na lunchach i obiadach nie tylko paśliśmy się Lawaszem (podstawowy składnik posiłku!), ale śpiewaliśmy pieśni („O tu ki gematreba!…”), a nawet tańczyliśmy na zaimprowizowanej dyskotece (na zdjęciu powyżej trzech Sułtanów Swingu: Emir, Lewan i ja).

Nie będę wiele pisał, o porankach. Przychodziły bowiem zdecydowanie zbyt szybko. O Gruzińskich nocach można by za to wiele. Ciasne uliczki Starego Miast przyciągały nas. Widoki, klimat, czasem niespodziewany napad głodu. Po całym dniu spędzonym na pracy bądź zwiedzaniu okolic przychodził czas na Tbilisi. Stolica domagała się wręcz naszej uwagi. Zapraszała by zanurzyć się w nią, oddychać nią i być. Ale nie tak jak się jest zazwyczaj – nieuważnie, w roztargnieniu, szybko. Być tu i teraz, myślą i ciałem. Chcąc wszystko zobaczyć, poczuć i posmakować. Nie było więc innego wyjścia. Snuliśmy się po niej, spacerowaliśmy, odkrywaliśmy dwie twarze miasta, bo wystarczyło zejść z głównych uliczek i wyłączyć się ze strumienia przechodniów (Tbilisi jest żywe i nocą) by znaleźć się w innym świecie dziwnych pustych kamienic, klatek schodowych, podwórek, placów budowy. Niektóre wędrówki były refleksyjne, inne beztroskie, a jeszcze inne gorączkowe bo stanowiły tło naszych rozmów, a mówiliśmy do siebie dużo i wielu rzeczy poszukiwaliśmy tam nad jednym z miejskich wodospadów. Wybaczcie mi, że próbuję oddać słowami coś czego nie da się uchwycić. Coś co zostało w nas i wierzę, że jeszcze bardzo długo będzie żywe.
Żywe… przy tej okazji pochylmy się nad żywotem dwóch porcelanowych (?) małych bytów, któreśmy wyprzęgli z okowów sztucznie narzuconej przez ludzi formy i pozwoliliśmy powrócić im (?) do macierzy!

gruzja7Przed pokazem opanowała mnie gęsta atmosfera oczekiwania. Jako grupa pokonaliśmy wiele przeciwności (nawalający sprzęt, rozstania dramatyczne i w ostatnim momencie  oraz powroty niczym w dobrej operze mydlanej) i dzięki dawidowej pomocy spięliśmy strukturę. Zostało tylko czekać w ciemnym korytarzu i nasłuchiwać jak po kolei kończycie swoje sceny, a publiczność przemieszcza się z holu do piwnicy i wreszcie do nas. Trzeba przyznać, że praca nad scenariuszem, późniejsza dekonstrukcja Dawida i  znów prace na ostatnią chwilę były wartościowym doświadczeniem. Doprowadziło to nas do tajemniczego Limbo gdzie starły się obsesje naszych artystów. Było mrocznie, brutalnie i lirycznie. Kamil, Lewan i ja nie szczędziliśmy sobie razów. Wszak nie od dziś wiadomo, że głęboko skrywaną pasją wszystkich poetów są zapasy. Panowie kilkukrotnie zafundowali biednej i już i tak skołowanej głowie Edgara Allana bliski kontakt ze ścianą. Wcale się nie dziwię, że biedak miewał potem dziwne napady lęku…

gruzja1Na pobyt w Gruzji składały się także wycieczki i praca na świeżym powietrzu. Muszę przyznać, że choć tego dnia byłem zupełnie wyczerpany nie sposób było nie docenić pracy w lesie za miastem. Po serii ćwiczeń wymagającej dużej koncentracji w sposób zgodny z naturą uzupełniliśmy straty energetyczne. Jak widać na załączonym materiale archiwalnym panowie zgromadzili się wokół porcji Lawaszu i niemalże jedli sobie z ręki. Nie ma powodu do zdziwienia – wszak wspólna praca fizyczna bardzo integruje.

gruzja9Nadszedł czas by napisać kilka słów o tym co się w Gruzji je. Otóż je się dużo. Nie szczędzi się potrawom przypraw. Sobie nie szczędzi się niczego. Wszyscy oczekują zapewne, że odniosę się tu do Lawaszu. Postanowiłem jednak zachować przy tej okazji milczenie. Niech świadczą czyny, nie słowa. Mam nadzieję, że już wkrótce spróbujecie wszyscy Lawaszu wypiekanego w małym piecyku mojej konstrukcji. Nie obiecuję, że będzie to dziś czy jutro, ale kiedyś z pewnością. W tym miejscu składam podziękowania Tornike za podzielenie się planami konstrukcyjnymi gruzińskiego pieca Tonir.

Cóż więcej mogę napisać? Pewnie wiele, ale jak już wspomniałem myślę, że nic nie odda specyficznej atmosfery atmosfery jak wytworzyła się tam między nami. Nie oddam uroków i tajemniczości miasta. Nie uda mi się odmalować właściwie smaku i zapachu Gruzińskiego chleba…

Brakuje mi trochę tego wszystkiego. Nie popadam jednak w jesienną melancholię. Mam wszak całą głowę wspomnień. Gruzińska wyprawa z Wami, Kochani był naprawdę czymś niezwykłym. W momencie, kiedy piszę te słowa przed oczy cisną mi się setki obrazów, czuję powiew Gruzińskiej nocy i zapach pierwszego deszczowego wieczora, który przydarzył się nam w Tbilisi. Postanowiliśmy wyjść i przespacerować się po deszczowym mieście. Pamiętacie? A noc i Tuwima na dachu świata? Dziwną antenę z puszek. Taras na budowie, który okupowaliśmy wraz z butlą wina, wznosząc toasty? Wodospad? Pierożki nocą? Kaczki na rzece (albo choć próby). Te wszystkie rozmowy i nasz wspólny śmiech, uśmiech, wiersze, Emira słuchającego z szeroko otwartymi oczami poezji po polsku…

Wróciłem tam gdy pisałem te słowa. Mam nadzieję, że wy również wraz ze mną. Choć na  chwilę.

Cieszmy się tymi wspomnieniami i pielęgnujmy je… aż znów wybierzemy się gdzieś w świat razem. W nieznane.

Piotr

 

 

Przez Gruzję ze sztuką

Obrazek

Szkoła, była bardzo ważnym miejscem wyjazdy, ponieważ stanowiła miejsce naszej codziennej pracy. Charakterystyczną dla niej cechą była różnorodność przestrzeni. Powyższe zdjęcie idealnie to ilustruje: mamy schody, okno, wyższy i niższy poziom oraz bardzo ciekawe kolumny a także dwoje zejść na jeszcze niższe poziomy nie wykluczając przestrzeni pod schodami-to wszystko było do naszej indywidualnej eksploracji. Duża i zróżnicowana przestrzeń pozwalała łatwiej wczuć się w rolę, można było „zagarnąć” bądź zająć kawałek przestrzeni tylko i wyłącznie dla siebie i wykorzystać jej atuty dla swojej etiudy. Choć nie byłą w najlepszym stanie materialnym to nadrabiała charakterem, który świetnie wpływał na procesy twórcze i dawał szansę na puszczenie wodzy fantazji
.
Obrazek

Motyw bezruchu był bardzo ważny w naszej etiudzie-kto widział ten wie. Bezruch-każdy powie, że to proste „wystarczy przecież jedynie stanąć „ z tym mogę się zgodzić, jeśli jesteś sam to możesz w dowolnej chwili i w dowolnej formie stanąć i podkreślić tym elementem to, co chciałeś-tak. Jednakże bezruch grupowy to zupełnie inna bajka, w nim chodzi o zgranie, o emocje i o obraz, który nie przedstawiasz ty sam, jesteś zaledwie jego częścią i nabiera on sensy, kiedy wszyscy (twoja grupa) bez słowa stworzycie obraz, który chcecie pokazać. Sens i zgranie są najważniejsze. Kiedy pierwsza osoba staje ty musisz mieć świadomość, co się dzieje, wyczuć chwilę wcześniej, co się zaraz stanie? Cały wic jest w tym, aby stworzyć wspólny obraz w jednej chwili, i to nie byle, jaki obraz, ale wcześniej zaplanowany, wyjątkowy, przemawiający do widza portret waszego przesłania, przesłania, które ma uderzyć niczym fala o brzeg, ma nimi wstrząsnąć, poruszyć i przekazać waszą wspólną myśl.

Obrazek

Kontakt, trudna sprawa, w około jest tylu ludzi, tyle wcześniej nieznanych ci twarzy. Nie dość, że pracujesz z każdym z nich, poznajesz ich możliwości i sprawności to musisz znaleźć osobny kontakt z każdym z nich, określić ich, jako aktorów i jako przyjaciół. Jedni bardziej przypadną ci do gustu inni mniej, ale człowiek jest istotą społeczną i relacje z innymi ludźmi są dla niego bardzo ważne. Kontakt wzrokowy, rozmowa, wspólna praca-te elementy pozwalają ci poznać i określić człowieka. Raz może pójść lepiej a raz gorzej, nasze zadanie było tym trudniejsze, iż nie tylko poznawaliśmy innych ludzi, ale ludzi mówiącymi innym językiem, żyjących w innej kulturze- te różnice nie mało utrudniały nam zadanie. Ale czy nie warto podjąć tego wysiłku? Czy nie warto spróbować? Ja po tych prawie dwóch tygodniach mogę powiedzieć, że nie żałuję żadnego z nawiązanych tam kontaktów, podjąłem ten trud i się opłaciło. Koniec końców-ciekawych ludzi nigdy za wiele 😀
Obrazek

Wspóna praca, chyba najważniejszy element naszego wyjazdu, próba uczenia naszego spojrzenia na teatr ludzi, którzy nigdy z teatrem nie mieli styczności-Mission Impassible powiecie. Po części jest to prawda, nie można nauczyć kogoś całej sztuki teatru fizycznego w ciągu tygodnia. My się tego zadania podjęliśmy i wyszło nam to (lepiej lub gorzej), w każdym razie cieszę się, że podjęliśmy tą próbę. Praca była ważnym i bardzo trudnym elementem, choć z początku wydawało się że nasi gruzińscy przyjaciele nie będą się kwapić do praca to czas pokazał jak bardzo się myliliśmy-kiedy już chwycili przysłowiowego bakcyla pracowali z wielkim zaangażowaniem i choć różnica w poziomach zaawansowania była wielka to nadrabiali to wytrwałością i entuzjazmem. Wszyscy pracowali naprawdę ciężko i przy okazji świetnie się przy tym bawili. Dla mnie osobiście było to świetne doświadczenie.
Obrazek

Gruzja to cudowny kraj, górzysty, poprzecinany rzekami i porośnięty lasami. Ciepły klimat i słońce dały się nam we znaki jednakowoż widoki jakie można było podziwiać były przepiękne. Małe miasteczka, spokojne dróżki no i zabytki które w przeciwieństwie do naszych są świetnie zachowane. Ahh, kto by się nie chciał przejść na wycieczkę po gruzińskich górach, popływać na łódce albo pojeździć licznymi ścieżkami na rowerze. W takim właśnie kraju można się zakochać, w jego mieszkańcach w jego klimacie i charakterze-Gruzja przywitała nas z otwartymi ramionami a my uściskaliśmy ją po bratersku.
Obrazek

Tańce gruzińskie, jak można wybrać się do obcego kraju i nie poznać nieco kultury, naszym sposobem na zapoznanie się z folklorem było wino i tańce…tutaj skupię się na tym drugim. Nie ma lepszego sposobu na poznanie kraju niż jak nauka tradycji w nim panujących, tańczy się na weselach, zabawach i ze znajomymi. Taniec odzwierciedla ludzi, Gruzini są żywiołowi, lubiący się bawić i pragnący kontaktu, choć mają niestety kompleksy to jeśli podejdzie się do nich z otwartą dłonią to nigdy jej nie odtrącą. Taniec w ich kulturze diametralnie różni się od naszego, nie było to więc proste zadanie przyswoić nowy dla nas sposób celebrowania. Uczący nas Gela i Katerina bardzo się starali abyśmy przyswoili wiedzę jak najlepiej- nie obeszło się bez potu i odcisków ale podołaliśmy, teraz możemy już powiedzieć że taniec gruziński mamy już opanowany. (przynajmniej podstawy xD )

Johny

Tu ki genatrebi…

Na to hasło, zapewne u każdego z uczestników pojawia się uśmiech i łezka w oku.
Nasi gruzińscy przyjaciele nauczyli nas m.in. wspaniałej pieśni o miłości o takim właśnie tytule.
Najważniejsze, co oba zespoły zyskały to:  zaufanie, przyjaźń, radość z działań i z tego że mogliśmy razem działać. Nauczyliśmy się jeszcze: wytrwałości, cierpliwości i nawiązywania współpracy.

TreningW naszą wymianę włożyliśmy bardzo dużo siebie.
Najlepiej oddają to zdjęcia z naszych warsztatów – po naszych minach widać jak wiele wysiłku, energii, ale również zaangażowania i skupienia włożyliśmy w przygotowanie pokazu.
Dni wymiany doprowadziły nas do punktu kulminacyjnego, gdzie każdy z uczestników mógł zaprezentować materiał, po części stworzony przez siebie, po części wspólnie z partnerami oraz dzięki całej grupie. To było coś wspaniałego!
GrabażSam pokaz, był dla mnie czymś niezwykłym.
Zaczynaliśmy razem od elementów treningu, następnie dzieliliśmy się na cztery grupy, w których każda przedstawiała stworzoną przez siebie etiudę. Kończyliśmy wspólnie na scenie, improwizując wesele gruzińskie, pełnym radości i energii tańcem czeczeńskim.
EtiudyPrzy tak intensywnej pracy były momenty, kiedy już po prostu nie mogliśmy! 😀
Wtedy na szczęście pojawiała się opcja aktywnego odpoczynku.
Tak bym określiła nasz wyjazd pod Tbilisi, kiedy potrzebowaliśmy zmienić otoczenie pracy, by nabrać nieco oddechu. Wybraliśmy się do lasu. Nieprzypadkowo.
W lesie bowiem, (oprócz niesamowicie emocjonującej podróży na miejsce) odbyliśmy krótki relaksacyjny trening. Troszkę biegaliśmy po polanie (bez kwiatów we włosach, ale były potargane na pewno), trochę pracy z ciałem, partnerem.
Jednak najlepsze było – oczywiście – OGNISKO!
Mieliśmy okazję skosztować smakołyków, przygotowanych przez naszych kolegów „prosto z ognia”.
DSC_0161 (2)Cudowne Tbilisi…
TbilisiNajwiększe wrażenie zrobiła na mnie Mccheta.
Widok, który ujrzałam z góry jest nie do opisania. To był i nadal jest, najpiękniejszy pejzaż, jaki w życiu widziałam.
Wciąż odświeżam go sobie w głowie, nie chcę zapomnieć. Mimo, że ta wycieczka była na początku naszej wspólnej przygody, to jednak zapisała się w moim sercu tak intensywnie, i głęboko, że myśląc o tym miejscu, myślę o całej wymianie.
Przypominam sobie, a nawet czuję ten wiatr, który rozwiewa włosy, targa kurtkę i dudni w uszach. Wszystko to, co mnie otacza – wspaniała Matka Natura Gruzja.
Kocham !Podczas pobytu w Gruzji, odkryłam coś jeszcze…
Uwielbiam gruzińską kuchnię !!!
Mniam !Ja chcę jeszcze raz…
🙂
Klaudyn